Nuvole Bianche. Białe chmury (recenzja)
W czasach nastoletnich uwielbiałam czytać romanse historyczne, których fabuła była oparta na prawdziwych wydarzeniach.
Niestety teraz coraz więcej tego typu książek wydaje mi się zbyt sztampowych, oklepanych i niegodnych uwagi.
„Nuvole Bianche. Białe chmury” to opowieść o Aimil, młodej dziewczynie z bogatego domu, która zostaje wysłana do Londynu. Ma tam znaleźć mężczyznę o odpowiedniej pozycji, koneksjach i majątku. Idealnego kandydata na męża.
Pomysł ojca wcale jej nie cieszy. Aimil wolałaby czytać, uczyć się, zarządzać majątkiem. Nie lubi bali, przyjęć, herbatek i wieczorków muzycznych. Uważa, że jest to nudne i męczące.
Jednak na jej drodze staje diuk Alistair, który traktuje ją poważnie i z szacunkiem.
„Nuvole Bianche. Białe chmury” to historia pełna intryg, zawiłych sytuacji, tajemnic, rodzinnych sekretów i zbiegów okoliczności. Od początku chcemy, żeby skończyła się pomyślnie dla obojga bohaterów.
Szkoda, że ten romans nie potrafił mnie do siebie przekonać, bo według mnie ma potencjał.
Postać Aimil była zgrabnie poprowadzona i ciekawie nakreślona. Pozytywnie odbierałam to, że młoda kobieta była buntowniczką i próbowała wyzwolić się z ram i zasad narzucanych jej przez innych.
Żałuję jednak, że emocje z kart książki nie potrafiły do mnie dotrzeć i raczej po drugą część nie sięgnę.
A wy musicie przekonać się sami, czy świat angielskiej arystokracji to coś, co „tygryski lubią najbardziej”.
Wydawnictwo: Media Rodzina