Zaginione klejnoty (recenzja)
Czy znacie polskie przysłowie: „Kto się czubi, ten się lubi”? Czy uważacie, że jest w nim dużo prawdy? Relacje międzyludzkie są często skomplikowane. Na początku nowej znajomości możemy nie poczuć do kogoś sympatii. Z biegiem czasu ta sytuacja potrafi ulec zmianie.
W takim niekorzystnym położeniu znalazło się dwoje bohaterów książki „Zaginione klejnoty”. Ich pierwsze spotkania nie należały do udanych ani przyjemnych. Każde było pełne potyczek słownych, sprzeczek, kłótni i docinków.
Izabela Wieczorek młoda panna na wydaniu i baron Klemens Krzyżewski nie przypadli sobie do gustu. Jednak okoliczności sprawiają, że coraz częściej się widują. Na kolacjach, balach, polowaniach.
Panna Wieczorek pragnie wyjść dobrze za mąż i uwolnić się spod kurateli wuja. Baron Krzyżewski chce znaleźć winowajcę znikającej biżuterii.
Czy pozory mogą mylić? Czy można o kimś zmienić zdanie?
„W naszym świecie pozory i reputacja niezamężnej kobiety to rzeczy szalenie istotne i nie należy z nimi igrać„.
„Zaginione klejnoty” to pierwszy z trzech osobnych tomów cyklu „Dworek nad Biebrzą”, napisany przez Urszulę Gajdowską.
Bardzo szybko domyśliłam się, kto zostanie mężem Izabeli. Ale ten fakt nie odebrał mi ani na chwilę przyjemności z lektury, bo ta książka to “petarda”.
Spytacie, dlaczego tak uważam? Już odpowiadam.
- Po pierwsze genialnie wykreowani bohaterowie pierwszoplanowi i epizodyczni. Izabela to połączenie aniołka i diabełka. Jest urocza, inteligentna, a zarazem krnąbrna i zadziorna. Klemens to przystojny dżentelmen, który nie zostawi kobiety w potrzebie.
- Po drugie świetnie zarysowana fabuła. Każdy rozdział przynosi nowe tajemnice i zagadki do rozwikłania.
- Po trzecie fantastyczne wątki romansowe, przy których można mocno się zarumienić i poczuć pożądanie rozpalające zmysły.
- Po czwarte barwnie opisane bujne życie towarzyskie szlachty pełne tańców, intryg, flirtów i amorów.
- Po piąte „Zaginione klejnoty” to świetna rozrywka na najwyższym poziomie. Dla każdego.
Wydawnictwo: Szara Godzina